
Często mówi się, że życie pisze najdziwniejsze scenariusze. Jeśli chcecie Państwo sprawdzić prawdziwość tego twierdzenia – sięgnijcie koniecznie po literaturę faktu dostępną w naszych zbiorach.
„Ołowiane dzieci: zapomniana epidemia” Michała Jędryki zabierze nas na Śląsk lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Autor we wrześniu 1975 roku miał iść do klasy szóstej B. Ale klasa… zniknęła. Komentarz dyrekcji brzmiał: „W związku ze zmniejszeniem się stanów uczniowskich w tym roku szkolnym rada pedagogiczna podjęła decyzję o utworzeniu jednej szóstej klasy”. Ale co tak naprawdę kryło się za „zmniejszeniem stanów uczniowskich”? Ołowica. Katowicka Huta Metali Niezależnych, która dawała pracę, w zamian zabierała zdrowie. I to nie tylko swoich pracowników, ale i ich dzieci. Jako pierwsza sprawę nagłośniła lekarka Jolanta Wadowska-Król. Jednak okazało się, że zaangażowanie kilku osób w ochronę zdrowia, zwłaszcza najmłodszych, jest niczym wobec konieczności wykonania planu i dbania o dobre imię huty. Michał Jędryka i jego koleżanki i koledzy z nieistniejącej szóstej B byli dziećmi, które usiłowała uratować Wadowska-Król. Po latach Jędryka opowiada historię „polskiego Czarnobyla”, przeplatając twarde fakty z fikcją, z której tłumaczy się ulotnością pamięci. Ale wybaczamy mu to, bo w jego opowieści o „ołowianych dzieciach” udaje mu się znakomicie odtworzyć nie tylko klimat PRL-owskiego Górnego Śląska, ale przede wszystkim emocje dziecka wyczuwającego zagrożenie, choć nieznającego jego źródła. Polecamy Państwu „Ołowiane dzieci” również ze względu na serial o tym samym tytule, opowiadający historię Jolanty Wadowskiej-Król, który 11 lutego br. miał swoją premierę na platformie Netflix.
„Schodów się nie pali” Wojciecha Tochmana to zbiór reportaży pokazujących złożoność ludzkich relacji. Pani Maria przeniosła się z Wrocławia do Warszawy tylko na chwilę. Miała przypilnować mieszkania córki pod jej nieobecność. Od tamtego czasu minęło siedem lat, a córka do tej pory nie wróciła. Ale pani Maria wierzy, że w końcu się pojawi… Jej córka – Wanda Rutkiewicz. Kiedy Grześ się urodził, jego babcia, chcąc poznać przyszłość wnuka, zwróciła się do „wróża znanego w całej Warszawie”. Przyszłość Grzesia została zapisana w liście. Babcia przeczytała go dwukrotnie, a potem podarła na drobne kawałeczki. Co w nim było? Być może coś o 1983 roku. Tak podejrzewała Barbara Sadowska – matka Grzegorza Przemyka. Agata, studentka prawa, zobaczyła plakat na uniwersyteckim murze. Poszła posłuchać o jodze. Czy wiedziała, że to zmieni życie nie tylko jej, ale i jej bliskich, a zwłaszcza matki? Chciała iść do zakonu, a skończyła w sekcie. Skończyła dosłownie – popełniła samobójstwo. Matka o śmierć córki obwinia sahadźa joginów. Oni obwiniają ją. Matki i córki, rodzice i dzieci. Znani i nieznani. Zagubieni i szukani. Opisani w historiach, które na długo zostają w pamięci, chociaż są tak krótkie, że na 284 stronach zmieściło się ich aż jedenaście. Ale to dlatego, że, jak powiedziała Małgorzata Szejnert: „Tochman nie pisze niepotrzebnych słów”. Kto jeszcze nie zetknął się z publicystyką Wojciecha Tochmana, koniecznie musi po nią sięgnąć!
„Halny: wiatr, który niesie obłęd” Dawida Góry to reportaż, który udowadnia, że nawet wiatr może opowiadać historie. Halny to wiatr fenowy. Powstaje na skutek różnicy ciśnienia między masami powietrza rozdzielanymi przez góry. Niesie ocieplenie… i nie tylko. Wiedzą o tym doskonale górale. Wie Sylweriusz Kosiński, naczelny lekarz Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mówi: „Halny ma na ludzi nieprawdopodobny wpływ”. I to nie tylko na tych mających problemy kardiologiczne. To łatwo wytłumaczyć. Ale jak wytłumaczyć, że podczas halnego na porodówkach zwiększa się liczba pacjentek? Gwałtownie wyostrzają się objawy chorób psychicznych? Popełnianych jest więcej samobójstw? Chociaż halny może też być dobrodziejstwem. Kardiolog Marek Szpot, który podczas halnego ma dużo więcej pracy, jednocześnie przyznaje: „Kiedy wieje, ja realizuję się twórczo. Mam nowe pomysły, czuję się pozytywnie pobudzony. […] Polubiłem halny.” Ale reportaż Dawida Góry to nie rozprawa medyczna czy meteorologiczna, a przynajmniej nie tylko. To przede wszystkim historie ludzi, którzy dostali się pod wpływ halnego. Bardzo często są to historie dramatyczne, ale czasami halny, który niesie spustoszenie, przywiewa coś innego – wolność i siłę („W halnym czuć ślebodę. […] Nabierajmy siły od wiatru. On uczy pokory, szacunku. Nawet w konfesjonale człowiek nie przeżywa takiego oczyszczenia, jak podczas wiatru.”). I o tym też jest ta książka.
„Beze mnie jesteś nikim: przemoc w polskich domach” Jacka Hołuba to książka wydana przez Wydawnictwo Czarne w serii Reportaż w 2021. Chciałoby się więc powiedzieć, że nie jest aktualna. Niestety. We wstępie Jacek Hołub przytacza badania, z których wynika, że 30% dorosłych Polaków przyznało, że było sprawcami przemocy w rodzinie. Ilu nie przyznało? Warto zaznaczyć, że w swoim reportażu Hołub również oprawcom odda głos. A może inaczej - odda głos również tym ofiarom przemocy, które stały się oprawcami. Bo tak właśnie bardzo często działa przemoc domowa. Przechodzi z pokolenia na pokolenie (jeden z bohaterów książki, Artur, mówi: „Jak ktoś był wychowany w przemocy, to skąd ma wiedzieć, że można inaczej? Miałem zapisane w ustawieniach fabrycznych, że bicie jest normalne.”). Dla porządku dodajmy, że nie chodzi zawsze o rodziny z tzw. marginesu społecznego. Hołub przekona nas, że przemoc domowa jest bardzo demokratyczna. Dotyka biednych i bogatych, kobiety i mężczyzn (również ich historie znajdziemy w książce). W dodatku nie zawsze zostawia ślady, bo nie zawsze przyjmuje postać fizycznego znęcania się. Czasem to psychiczne dręczenie, czasem ekonomiczna zależność… Dramatyczne historie Jacek Hołub równoważy przedstawianiem sylwetek osób, które spieszą z pomocą – m.in. pracowników Fundacji Feminoteka, Centrum Praw Kobiet, Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. I choć i autor, i czytelnik mają świadomość, że lektura książek o przemocy niestety jej nie wymaże, to jednak wzmocni świadomość i nauczy choćby trudnej sztuki rozmawiania z osobami, które tej przemocy doświadczają. A to już bardzo dużo.
Zachęcamy Państwa również do śledzenia NOWOŚCI, które pojawiają się w zbiorach Krośnieńskiej Biblioteki Publicznej.
Zapraszamy też do odwiedzania bloga „WYPOŻYCZONE” i kanału „MAGIEL KSIĄŻKOWY”.
Życzymy przyjemnej lektury!











